27.02.2008 Wywiad z zespołem Athenasoft
Chcieliśmy zaprosić również pozostałą część załogi, ale gdyby każdy powiedział po kilka zdań, to powstałby wywiad rzeka.
Red.: Proszę Państwa, chcielibyśmy się dowiedzieć jak wspominacie minione dziesięć lat. Na początek poproszę o wypowiedź Pana Prezesa.
Stanisław Chmielewski
Prezes Zarządu
Proszę bez szumnych tytułów. Jestem prezesem, ale tylko dlatego, że Tadeusz nie chciał, a ktoś musi. Taki wymóg formalny.
Tak naprawdę, to data 01 marca 1998 r. jest datą umowną. Wtedy została zarejestrowana spółka Athenasoft. W rzeczywistości wspólną działalność rozpoczęliśmy wcześniej, bo już w roku 1994. Zgłosił się wtedy do mnie Tadeusz z propozycją napisania Windows-owej wersji programu do kosztorysowania. Trafił do mnie dzięki wspólnym znajomym, którzy wiedzieli, że kierowany przeze mnie zespół ma doświadczenie w pisaniu programów pracujących w systemie Windows. W tamtych czasach nie była to umiejętność powszechna. My opracowaliśmy Windows-ową wersję edytora tekstu QR-Tekst. Niestety nie odniósł on sukcesu, bo rynek edytorów tekstu został zmonopolizowany przez Worda, a na konkurowanie z Bilem Gatesem byliśmy za słabi.
Red.: No dobrze, ale z tego co wiem, aby stworzyć program do kosztorysowania, nie wystarczy być dobrym programistą. Potrzebna jest jeszcze duża wiedza merytoryczna.
S.Ch.: O tym niech opowie Andrzej.
Andrzej Mościcki: W roku 1986 zadzwonił do mnie znajomy, który wiedział, że mam do czynienia z komputerami, co wówczas było rzadko spotykaną umiejętnością. Zadał mi pytanie, czy nie podjąłbym się napisania programu do kosztorysowania. Odpowiedziałem, że mogę napisać, tylko niech mi powie, co to jest kosztorys. Gdybym wówczas wiedział o kosztorysowaniu tyle, ile wiem dzisiaj, to nigdy bym się nie podjął wykonania tej pracy samodzielnie. Na szczęście ja nie wiedziałem, kontrahent prowadził wąski zakres robót i korzystał tylko z trzech katalogów. Dzięki temu w ciągu pół roku udało mi się napisać program w wersji na 8-bitowego Amstrada 6128. Komputer ten wybrałem, gdyż w tamtych czasach ceny komputerów klasy PC były wręcz astronomiczne. Pisząc program musiałem być w stałym kontakcie z kosztorysantami, od których dowiedziałem się wiele na temat kosztorysowania. Dzięki temu, gdy w roku 1990 pisałem program w wersji DOS, mogłem go już wyposażyć w wiele funkcji przydatnych kosztorysantom, a to spowodowało, że program bardzo szybko stał się w tej branży najpopularniejszy w kraju. Do tej popularności przyczyniła się też działalność mojego brata Tadeusza, który zajął się marketingową stroną zagadnienia.
Tadeusz Mościcki (v-ce prezes zarządu): Andrzej jest niestety trochę konserwatywny w myśleniu i nie docenił roli systemu Windows, który wprawdzie w roku 1993 dopiero raczkował, ale na szczęście przewidziałem, że czeka go szybki rozwój. Programistów, którzy potrafiliby napisać program pracujący w tym systemie, zacząłem szukać już w roku 1993. Początkowo próbowałem współpracy ze studentami, ale szybko okazało się, że brak im doświadczenia i musiałem z nich zrezygnować. Sprawa szybko ruszyła do przodu, gdy w rok później trafiłem na Stanisława, który wówczas współpracował z Tadeuszem Wilczkiem i Darkiem Cielebąkiem. Szybko zawarliśmy umowę i zespół przystąpił do pracy. Program w postaci nadającej się do sprzedaży został ukończony w roku 1996.
Red.: Czyli pisanie programu trwało ponad rok.
Tadeusz Wilczek: Tak, ale proszę wziąć pod uwagę, że musieliśmy uczyć się zasad kosztorysowania, o którym wiedzieliśmy wcześniej jedynie tyle, że istnieje. Musieliśmy też poznawać nowe narzędzia programistyczne, bo chcieliśmy, żeby program pracował w systemie Windows 95, który był wówczas dostępny w wersji beta. Jednocześnie musieliśmy kończyć projekty, które rozpoczęliśmy wcześniej.
Dariusz Cielebąk: Na czas trwania prac nad programem miał też wpływ fakt, że tylko my dwaj ze Stanisławem pracowaliśmy w lokalu przy ulicy 1-go Sierpnia. Tadek Wilczek pracował w domu i spotykaliśmy się dwa, trzy razy w tygodniu. Dodatkowo co tydzień spotykaliśmy się z Tadeuszem i Andrzejem, żeby omówić postęp prac i zdobywać wiedzę o kosztorysowaniu. Dlatego uważam, że udało nam się dosyć sprawnie uporać z pierwszą wersją programu.
Red.: To chyba było trudno współpracować, gdy praktycznie każdy z Was działał w innym miejscu, a przecież Internetu wtedy nie mieliście.
T.M.: To prawda. Bardzo szybko jednak wynajęliśmy dodatkowe pomieszczenia przy ulicy Kłopotowskiego, gdzie początkowo mieściła się moja firma Koel, zajmująca się sprzedażą DOS-owej wersji programu. Gdy programiści przenieśli się do nas, mogliśmy zintensyfikować prace nad programem. Ponieważ program do kosztorysowania nie może istnieć bez bazy katalogowej musieliśmy zorganizować dział KNR. Od początku opieką nad katalogami zajmowali się Andrzej i Michał.
Red.: Pan, panie Michale jest z wykształcenia budowlańcem?
Michał Kostrzewa: Otóż nie. Podobnie jak koledzy jestem absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej. Kosztorysowaniem zająłem się przez czysty przypadek. Pracowałem w Przemysłowym Instytucie Telekomunikacji. W początkach naszego kapitalizmu warunki pracy i płacy były tam takie, jak w innych firmach państwowych, czyli nie najlepsze. Dlatego skorzystałem z propozycji Andrzeja, który zaproponował mi współpracę przy programie KOMA. Moją działką stało się pisanie oprogramowania do wprowadzania danych katalogowych, a później wprowadzanie katalogów. Szczerze mówiąc, nie było to najciekawsze zajęcie, dlatego po kilku latach odszedłem do dużej firmy informatycznej. Tam z kolei zajmowałem się bazami danych, co również nie było marzeniem mego życia. W roku 1996 zadzwonił do mnie Tadeusz i zaproponował powrót do kosztorysowania. Ponieważ dał mi dobre warunki i obiecał, że nie będę musiał osobiście wklepywać danych, bo od tego są ludzie, a ja będę zajmował się pracą koncepcyjną, zgodziłem się bez większych oporów. Okazało się, że wspólnie z Andrzejem „wycisnęliśmy” z katalogów znacznie więcej informacji przydatnych kosztorysantowi. Okazało się, że praca z katalogami może być ciekawa. Dodatkowo od roku 2000 zajmuję się we współpracy z panią Barbarą Reichert wydawaniem katalogów dla potrzeb kosztorysowania robót wykonywanych w nowych technologiach.
Red.: No to może wreszcie znaleźliśmy budowlańca ?
Barbara Reichert: Nie do końca - jestem absolwentką Wydziału Inżynierii Sanitarnej i Wodnej Politechniki Warszawskiej. Mam bardzo duże doświadczenie praktyczne i teoretyczne w dziedzinie kosztorysowania. Po pracy w wykonawstwie i biurze projektów przez wiele lat zajmowałam się doradztwem w zakresie kosztorysowania – m.in. w Biurze Orgbud. Tam poznałam pana Andrzeja Mościckiego, który przyszedł do nas z prośbą o weryfikację programu. Weryfikacja wypadła pomyślnie i od tej pory datuje się nasza ścisła współpraca, której ukoronowaniem było moje przejście do Athenasoft w roku 2000. Moje obowiązki obejmują m.in. współpracę z autorami w zakresie opracowywania, wspomnianych przez p.Michała, KNR z serii AT-, weryfikację merytoryczną i formalną otrzymanych materiałów oraz wydanie ich drukiem. Ponadto w „Buduj z Głową” opiekuję się działem prawnym, pozyskuję artykuły od autorów z zewnątrz i staram się, żeby wszystkie informacje zamieszczone w naszym kwartalniku były wszechstronnie sprawdzone i zgodne ze stanem faktycznym.
Red.: Czy jest Pani jedynym w firmie kosztorysantem z prawdziwego zdarzenia?
B.R.: Do niedawna tak było, ale teraz jest nas troje. Są jeszcze pani Irena Brzezik i pan Jacek Sawośko.
Irena Brzezik: Ja trafiłam do Athenasoft w sierpniu 2006 r. Wcześniej pracowałam w Bistyp Consulting, a jeszcze wcześniej jako kosztorysant w firmie budowlanej w Kobyłce, gdzie poznałam Andrzeja, który sprzedał nam program. Obecnie zajmuję się opieką merytoryczną nad programem Viking oraz współpracuję z programistami przy opracowywaniu nowej wersji programów. Prowadzę też szkolenia z podstaw kosztorysowania w ramach Akademii Athenasoft.
Jacek Sawośko: Mnie do firmy ściągnął Andrzej, którego poznałem w 1993 pracując jako kosztorysant w Wołominie. Biuro mojej firmy znajdowało się w tym samym biurowcu, co firma Andrzeja. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że dziewczyna, która przynosiła mi dyskietki ze zmianami w programie jest obecnie moją żoną. Czasami żartuję, że Andrzej jest moim teściem. Po zmianie profilu działalności firmy, w której pracowałem, założyłem własne biuro kosztorysowe i tak działałem do 2006 roku. Nie był to jednak szczyt moich marzeń, bo kosztorysowanie to działalność żmudna i monotonna. Dlatego gdy tylko dowiedziałem się, że w Athenasoft jest potrzebny ktoś z moimi kwalifikacjami, zgodziłem się bez dłuższego zastanawiania na podjęcie współpracy. Jako pierwsze zadanie dostałem opracowanie nowego katalogu na roboty rozbiórkowe, który jednak został odłożony na później, bo Zarząd zaakceptował mój pomysł na stworzenie Kalkulatora Obiektów Budowlanych, który zrobiłem we współpracy z Tadkiem Wilczkiem i Tomkiem Bromą. W tej chwili pracuję przy opracowywaniu koncepcji nowych programów.
Red.: No tak, widzę, że wszyscy z Państwa w ten, czy inny sposób zetknęli się ze sobą jeszcze przed powstaniem firmy. Proszę nam jednak powiedzieć jak doszło do powstania firmy Athenasoft.
T.M.: W roku 1997 doszliśmy ze Stanisławem do wniosku, że należy zwiększyć potencjał naszego zespołu. Postanowiliśmy połączyć siły z inną firmą działającą w branży. Nasz wybór padł na firmę Alatus, która produkowała konkurencyjny wówczas wobec Normy program do kosztorysowania Strix. Właściciele Alatusa, bracia Artur i Jarosław Łukasiewiczowie, podobnie jak my uznali, że zamiast konkurować lepiej będzie współpracować. W wyniku zawartego porozumienia zarejestrowana została Athenasoft spółka z o.o., która rozpoczęła działalność 1 marca 1998 r. Stanowisko prezesa objął Artur, a Jarek, Stanisław i ja otrzymaliśmy tytuły vice.
S.Ch.: Oczywiście nie uderzyło nam to do głowy. Prezes, nie prezes, a robić trzeba. Ja nie przestałem programować, a Tadeusz osobiście kierował marketingiem. Dziś, z perspektywy czasu bardzo ciepło wspominam tamte, pionierskie lata. Na naszych oczach powstawało coś nowego. Od podstaw musieliśmy stworzyć firmę, przy całkowitym braku doświadczenia w zarządzaniu i organizacji. Wprawdzie wcześniej mieliśmy swoje firmy, ale co innego zarządzać samym sobą, a co innego stale rosnącą grupą ludzi. Ponieważ fuzja z Alatusem podwoiła ilość ludzi zatrudnionych w firmie, konieczne stało się wynajęcie dodatkowych pomieszczeń. W rezultacie zajęliśmy całe piętro w biurowcu. Niestety okazało się, że pomysł na rozwój działalności właścicieli Alatusa zasadniczo różni się od naszego. Oni mieli ambicje opracowania dużego systemu informatycznego, a my wyszliśmy z założenia, że na duże projekty przyjdzie pora później gdyż wymagają one ludzi i kapitału. Na początek postanowiliśmy skupić się na kosztorysowaniu, bo Norma okazała się sukcesem rynkowym i trzeba było zająć się jej rozwojem, żeby konkurencja nie miała szans nas dogonić. Dlatego nasze drogi się rozeszły. W spadku po Alatusie pozostał nam program Strix i Jarek Deja.
Jarosław Deja: Był to ewidentny przykład handlu żywym towarem. Kupili mnie od Alatusa, nawet nie pytając o moją zgodę.
Ale mówiąc poważnie, zostałem w Athenasoft z dwóch powodów. Po pierwsze odpowiadała mi atmosfera panująca w firmie. Po prostu polubiłem ludzi, z którymi pracowałem. Po drugie byłem przywiązany do programu Strix i chciałem nadzorować jego rozwój. Udawało mi się to do roku 2005, gdy Norma 3 i Strix zostały zastąpione przez Normę STANDARD. Ale Stanisław nie powiedział o jeszcze jednym spadku po Alatusie. Otóż w ramach aktualizacji programu Strix wydawany był biuletyn informacyjny, którego byłem redaktorem. W roku 2001 rozpoczęliśmy wydawanie biuletynu aktualizacyjno-informacyjnego w postaci elektronicznej na płytach CD pod nazwą „Abonament”. Dopiero w roku 2003 ustaliła się nazwa „Buduj z Głową”, która funkcjonuje do dziś. Noszę dumny tytuł redaktora naczelnego, ale tak naprawdę to jestem w redakcji za czarnoroboczego. Muszę składać teksty i użerać się ze wszystkimi, aby dostarczali materiały w ustalonych terminach. Trzeba jeszcze dołożyć do tego fakt, że co kwartał muszę po kilkakroć opracowywać instalatory różnych wersji Normy, bo procedura wypuszczania aktualizacji jest następująca: programiści programują, ja robię instalator, testerzy testują, znajdują błędy, programiści poprawiają, ja robię instalatory i tak w kółko, aż uznamy, że kolejna wersja działa prawidłowo. Tak, że lekko nie jest.
S.Ch.: Proszę go nie słuchać. Jarek jest w firmie głównym marudą. Narzeka zawsze i na wszystko, ale jest też naszym rozweselaczem. Jego poczucie humoru potrafi poprawić nastrój nawet w najbardziej ponury dzień.
Red.: No dobrze, porozmawialiśmy o historii, to teraz należy zapytać o plany na przyszłość.
S.Ch.: Na to pytanie odpowiem jedynie ogólnie. Konkretnych planów produkcyjnych oczywiście nie zdradzę, bo konkurencja nie śpi. Powiem jedynie, że nie spoczęliśmy na laurach i mamy wiele pomysłów, nad których realizacją pracujemy. Ponieważ przybywa nam zadań musimy zwiększać liczebność załogi, i powoli zaczyna nam się robić ciasno.
T.M.: No właśnie. Mówiliśmy o sprawach merytorycznych, a nie mówiliśmy o logistyce. Jak już było powiedziane, startowaliśmy w wynajętych pomieszczeniach przy ulicy Kłopotowskiego na warszawskiej Pradze. Szybko zaczęło nam być tam za ciasno i rozpoczęliśmy budowę, a raczej adaptację istniejącego budynku przy ulicy Leszczynowej na Tarchominie. Przenieśliśmy tu firmę w roku 2003 i okazało się, że po pięciu latach znowu zaczyna brakować miejsca, pomimo, że część ludzi pracuje w kupionym przez firmę lokalu na niedalekim osiedlu. W tej chwili firma liczy 35 osób, a już szukamy następnych. Dlatego zaczęliśmy się intensywnie rozglądać za działką pod budowę nowej, większej siedziby.
Red.: O przyszłości, to w zasadzie powinien mówić Pan Dyrektor, bo jako człowiek o nieskażonym spojrzeniu, może wnieść wiele nowego. Co Pan uważa za najważniejsze w działaniach na najbliższą przyszłość?
Arkadiusz Wójtiuk:
Obecna sytuacja Spółki jest przeze mnie oceniana jako bardzo dobra. Przede wszystkim należy kontynuować ten dobry trend. Należy konsekwentnie rozwijać następujące dziedziny działalności ATH:
1. Akademia ATH. Rozwój działalności szkoleniowej, oraz działań marketingowych popularyzujących ten produkt.
2. Dystrybucja. Rozszerzenie wsparcia dystrybutorów poprzez stworzenie narzędzi wspierających sprzedaż.
3. Innowacja. Wprowadzenie nowych produktów i doskonalenie bieżących wersji.
4. PR i Marketing. Wykorzystując fakt 10-lecia istnienia Athenasoft Sp. z o.o należy zwiększyć obecność ATH w mediach.
Red.: A czy nie kusi Panów, żeby firmę sprzedać za dobre pieniądze i wyjechać do ciepłych krajów?
T.M.: Gdyby ktoś nam zaproponował takie pieniądze jak za Allegro, to może byśmy się zastanowili, ale na razie nie zgłosił się nikt z propozycją w wysokości półtora miliarda euro. Ale mówiąc poważnie, na razie firmy nie sprzedajemy. Ponieważ jednak życie to nie tylko praca, postanowiliśmy ze Stanisławem trochę odpocząć. W marcu 2007 zatrudniliśmy na stanowisku Dyrektora Zarządzającego panią Kamilę Simurę. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Firma się bardzo dobrze „kręciła” zwiększając zyski, a my mieliśmy więcej czasu dla siebie i rodzin. Niestety, Kamila zmieniła plany i odeszła od nas, aby realizować swój rozwój zawodowy. W tej chwili jej obowiązki przejął pan Arkadiusz Wójtiuk.
S.Ch.: Możemy sobie na to pozwolić, bo wyniki finansowe firmy są bardzo dobre i zysk rośnie z roku na rok. Ale głównym powodem, dla którego możemy pozwolić sobie na trochę odpoczynku, to poziom załogi. Ludzie w firmie lepiej niż my wiedzą, co należy robić. Rolą zarządu jest organizowanie warunków do pracy. Oczywiście musimy podejmować kluczowe decyzje strategiczne, ale w pracy bieżącej staramy się stosować starą lekarską zasadę „primum non nocere” – przede wszystkim nie szkodzić. My zmieniliśmy to na „przede wszystkim nie przeszkadzać”. Przez dziesięć lat istnienia przewinęło się przez firmę wielu ludzi, ale udało nam się zatrzymać najlepszych, co widać po wynikach firmy.
Red.: No właśnie, ludzie. Na razie naszymi rozmówcami byli Ci, którzy budowali zręby firmy, a ciekaw co myślą młodzi. Pani Kingo, jest Pani młodą kobietą, a pełni odpowiedzialną funkcję Głównej Księgowej w Athenasoft.
Kinga Gontarek: Może najpierw opowiem, jak trafiłam do Athenasoft i jak doszłam do obecnej pozycji.
Gdy skończyłam trzyletnie studia licencjackie zaczęłam szukać pracy głównie przez ogłoszenia prasowe, jak się później okazało w szukaniu pracy dla mnie pomagali również najbliżsi szukając wśród swoich znajomych - w tym również mój teść (wtedy jeszcze przyszły) który swego czasu wykonywał jakieś prace remontowo budowlane u Stanisława. I w tym już momencie zaczął się mój "romans" z Atheną. Mój teść wykorzystując znajomość ze Stanisławem (chyba też i z Tadeuszem) "załatwił" mi pracę. W lutym 2002 roku poszłam na rozmowę z prezesami. Wtedy chyba prezesi nie byli specjalnie zachwyceni moja osobą, ja z resztą też ze swojej rozmowy nie byłam zadowolona. Poszłam na rozmowę o pracę i nie potrafiłam się "sprzedać". Co tu dużo mówić, stres sprawił, że najprostsze zdania sprawiały mi trudności. Dziś prezesi śmieją się, że nawet nie umiałam powiedzieć jak się nazywam. Ale dali mi szansę i tym samym dostałam pierwszą pracę. I wcale nie była to praca w sekretariacie. Nie wszyscy może pamiętają ale zanim zostałam sekretarką, trzy czy cztery miesiące zasilałam ekipę Intercenbudu. Dzwoniłam do producentów materiałów budowlanych proponując im umieszczenie swoich ofert i cenników w bazie Intercenbud. Przyznaję że nie była to moja wymarzona praca ale cóż. Potem dopiero trafiłam do sekretariatu. Jako sekretarka pracowałam do czasu ukończenia studiów tj. końca marca 2004r. W tym czasie dużo się nauczyłam. Między innymi organizacji swojego czasu pracy, pracy w zespole ale również takich banalnych rzeczy jak rozmowa telefoniczna. Od 1 kwietnia 2004 r zaczęłam prace u Basi Komendowskiej w jej firmie Back-up, która prowadziła obsługę księgową Athenasoft. Wreszcie robiłam to co chciałm i czego uczyłam się w szkole, dziś mogę też powiedzieć że robię to co lubię. Z końcem lipca 2007 roku Basia odeszła aby się dalej doskonalić, a prezesi zaproponowali mi stanowisko Głównego Księgowego Athenasoft Sp. z o.o. Zapewne z racji mojego krótkiego doświadczenia Prezesi mieli wątpliwości czy aby na pewno poradzę sobie na tak odpowiedzialnym stanowisku ale mimo to po raz drugi dali mi szansę rozwoju zawodowego i nauki. Myślę, że ostatecznie przekonała ich opinia, którą wystawiła mi Basia. Dziś jestem po pierwszym samodzielnie przygotowanym sprawozdaniu finansowym i pierwszym audycie biegłego rewidenta i mimo że w podatkach nigdy nie można mieć 100 % pewności (z racji rozbieżności w naszych przepisach i interpretacjach) to mogę powiedzieć że swoją pracę wykonuję z największą starannością, odpowiedzialnością i satysfakcją jednocześnie. Czasami żartuję, że jak Basia przejdzie na emeryturę to ja będę najlepszą księgową - oczywiście wiem że jeszcze dużo muszę się nauczyć, ale to nie jest żadna przeszkoda, a ja jestem bardziej pewna siebie niż wtedy, kiedy zaczynałam pracę w Athenasoft.
Red.: Pani Kinga użyła tu nazwy Intercenbud. Dotychczas była mowa tylko o programach do kosztorysowania, ale przecież chyba w firmie istnieją też inne produkty?
S.Ch.: Oczywiście, że istnieją. O Normie mówimy najwięcej, bo stanowi ona nasz główny produkt. Pozostałe stanowią otoczenie programu do kosztorysowania i stanowią narzędzia pomocnicze dla kosztorysantów. Wykaz wszystkich naszych produktów znajduje się na stronie www.ath.pl .
Red.: Widzę, że mamy tu jeszcze jednego programistę. Panie Pawle, jak Pan trafił do Athenasoft?
Paweł Garbowski: Może lepiej się nie przyznawać. Opowiem jednak, bo będzie to historia z morałem. W czasie studiów trenowałem swoje umiejętności programistyczne w ten sposób, że rozbezpieczałem różne programy. Robiłem to dla sportu i rozwoju umiejętności zawodowych, a nie dla zysku. Nigdy żadnego nie sprzedałem. Pewnego razu zgłosił się do mnie kolega handlujący nielegalnym oprogramowaniem na giełdzie z propozycją, żebym usunął zabezpieczenie z programu Norma. To już mi zapachniało kryminałem, więc wprawdzie zabezpieczenie usunąłem, ale zamiast do kolegi zaniosłem program do Atheny i pokazałem Stanisławowi jakie są dziury w zabezpieczeniu Normy. Tak się rozpoczęła nasza współpraca. Stanisław uznał, że taki programista jak ja mu się przyda i zaoferował mi współpracę, którą przyjąłem. Jak widać obaj jesteśmy ze współpracy zadowoleni, bo trwa już ona osiem lat.
S.Ch.: Oprócz tego, że Paweł jest bardzo dobrym programistą, to ma jeszcze dodatkową zaletę. Nie wyjedzie do Irlandii, bo ma tu stabilną sytuację rodzinną i żona go nie puści, a niedawno opuściło nas w ten sposób dwóch dobrych programistów. Na szczęście potrafimy zachęcić do współpracy młodych, zdolnych informatyków. W tej chwili na stałe jest związanych z firmą ośmiu programistów, dzięki czemu możemy realizować nasze zadania.
Red.: Na zakończenie porozmawiamy z panem Grzegorzem, który jest kolejnym przykładem na możliwości szybkiego awansu młodych, zdolnych ludzi w firmie. Panie Grzegorzu, jakie były początki pańskiej pracy dla Athenasoft?
Grzegorz Lusa: Do Ateny trafiłem w 2000 roku. Był to bodajże poniedziałek. Po wstępnej rozmowie Stanisław zapytał mnie, od kiedy mogę zacząć. Powiedziałem, że od czwartku i usłyszałem odpowiedź „To przyjdź od jutra”.. I tak się stało. Pracę rozpocząłem w serwisie i wkrótce zostałem tam kierownikiem. Po kilku latach zakres moich obowiązków wzrósł o prowadzenie szkoleń z obsługi programu. Szkolenia, które początkowo odbywały się stosunkowo rzadko, z czasem się rozwinęły i w tej chwili działa Akademia Athenasoft. Uczymy tu nie tylko obsługi programu, ale też podstaw kosztorysowania i zasad prowadzenia kontraktów według warunków FIDIC. Administracyjną stroną szkoleń zajmuje się Monika Rożnowska.
Monika Rożnowska: Do Athenasoft trafiłam ponad 3 lata temu. Na początku zajmowałam się jedynie prowadzeniem sekretariatu. Szybko jednak okazało się, że aby Akademia mogła dalej tak dobrze się rozwijać potrzebny jest koordynator administracyjno-organizacyjny, a że ja bardzo dobrze czuję się w roli organizatora chętnie przyjęłam nowe obowiązki. W 2006r., po wyjeździe jednego z kolegów do Irlandii, przejęłam obowiązki pełnomocnika systemu ISO. Wszystko to razem zajmowało mi więcej czasu, niż liczył go tydzień pracy, dlatego niedawno część obowiązków z prowadzeniem sekretariatu przekazałam nowej koleżance, Kasi Kamockiej.
Red.: Widzę tu jeszcze ludzi „z pierwszej linii frontu” czyli przedstawicieli Działu Handlowego. Pani Marto (zwracam się do szefowej DH), oni to wszystko produkują, ale to Wy dostarczacie firmie środki na prowadzenie działalności. Wszak towar, choćby najlepszy, trzeba umieć sprzedać.
Marta Kowalec: Oczywiście, że trzeba umieć sprzedawać, ale w naszym przypadku sama znajomość zasad marketingu, to za mało. Program do kosztorysowania, to nie proszek do prania. To narzędzie pracy. W dodatku takie narzędzie, od którego zależą bezpośrednio pieniądze. A wiadomo, że nikt nie kupi narzędzia tylko dlatego, że jest ładnie opakowane. Dlatego „moi żołnierze”, że sobie pozwolę na militarne porównanie, skoro mowa o „froncie”, muszą przechodzić szkolenie z funkcjonalności programów, żeby móc udzielać kompetentnych informacji. Zresztą najlepiej, niech się wypowiedzą sami.
Tomasz Podleś: To prawda, jesteśmy pod stałą kontrolą starszych kolegów, którzy nie przepuszczą żadnego merytorycznego błędu z naszej strony. Dlatego musimy z nimi konsultować wszystkie materiały reklamowe. Jeżeli zaś chodzi o porównanie do wojny, to faktycznie czasami jest u nas gorąco jak w ogniu walki. Telefony się urywają, a klienci stoją nad głową. Oczywiście nie narzekam, bo wypada się z tego tylko cieszyć. Jakoś, dzięki Bogu dajemy sobie z tym wszystkim radę. Jeżeli chodzi o mnie, to najbardziej lubię kontakty z dużymi klientami. Przy takiej okazji mogę się wykazać umiejętnością negocjacji i przekonywania.
Daniel Węgrzyniak: Tak, to prawda. Klienci indywidualni są dla nas bardzo cenni. Ich ogromna liczba dostarcza firmie główną masę zysku, ale to bardzo przyjemne i dające handlowcowi dużo satysfakcji uczucie, gdy uda się zawrzeć kontrakt na kilkanaście, a czasami kilkadziesiąt tysięcy złotych. Zresztą nie jest to tylko kwestia samego podpisania kontraktu. Duży klient, który kupuje wiele stanowisk programu, wymaga ciągłego prowadzenia. Trzeba mu dostarczać na bieżąco informacje o nowościach, opracowywać oferty specjalne i oczywiście dbać o to, żeby nie stracił dobrej opinii o naszej firmie. Taka praca jest wyzwaniem, ale też pozwala na rozwój zawodowy.
Red.: Bardzo Państwu dziękuję za rozmowę. Święto, świętem, ale widzę, że Państwo już niecierpliwie zerkają na zegarki. Cóż praca czeka.
Liderzy zespołu Athenasoft:
![]() Stanisław Chmielewski Prezes Zarządu |
![]() Tadeusz Mościcki Wiceprezes Zarządu |
|||
![]() Arkadiusz Wójtiuk Dyrektor Zarządzający |
![]() Dariusz Cielebąk szef zespołu programistów |
|||
![]() Tadeusz Wilczek główny specjalista programista, od programów Norma |
![]() Paweł Garbowski programista, specjalista od baz danych |
|||
![]() Barbara Reichert specjalistka od zagadnień merytorycznych w kosztorysowaniu |
![]() Michał Kostrzewa specjalista od produkcji katalogów i konserwacji bazy katalogowej |
|||
![]() Irena Brzezik specjalistka od kosztorysowania |
![]() Jacek Sawośko członek zespołu projektowego oprogramowania |
|||
![]() Andrzej Mościcki konsultant ds kosztorysowania, niegdyś twórca programu KOMA |
![]() Jarosław Deja redaktor naczelny Buduj z Głową |
|||
|
|
![]() Grzegorz Lusa Koordynator Akademii Athenasoft |



















